Paradoks – bo w pewnym momencie kochasz i nienawidzisz.
Kiedy w wieku nastoletnim odkrywasz, że bliski tobie rodzic nagle staje się postacią od ciebie odmienną. Kiedy zaczynasz dostrzegać w nim defekty, nawet jeżeli są one w końcu – już z dłuższej perspektywy czasu – przesadzone, nieistotne wręcz. Partnerów, przyjaciół, znajomych możesz dobierać, zmieniać wedle własnego klucza, adekwatnie do czasu, możliwości i potrzeb. A rodziców masz na całe życie – i ciągle uczysz się z nimi koegzystować, i to w coraz innej sytuacji.
Hubert w Zabiłem swoją matkę wspomina, że każdy w pewnym momencie chce popełnić na niej tytułowe zabójstwo. Czasami trwa to tylko chwilę, czasami rok... Narusza przy tym tabu. Czy masz prawo nienawidzić osobę, która dała ci życie i dla której stanowisz często cel egzystencji? Czy posiadanie dziecka nie jest po prostu egoizmem? Czy w relacji rodzic-dziecko chodzi wyłącznie o zrozumienie, wzajemne zrozumienie? Rodzice! Ich przyzwyczajeń i cech charakteru już radykalnie nie zmienimy. Nieswojo też czujemy się, kiedy po okresie buntu coraz bardziej dostrzegasz w sobie ich cząstki – w gestach, zachowaniach, może poczuciu humoru?
Wspomniany film to też opowieść, jak sama matka przeżywa postępującą zmianę wkraczającego w dorosłość dziecka. Widzimy reakcję na bunt, na jego życiowe decyzje. A scena, w której główny bohater w chwili poirytowania wykrzykuje matce: co by było, gdybym teraz umarł? Matka kończy cichym: umarłabym jutro... Bezwarunkowa miłości! Kiedy widząc jak bardzo nieznośne jest dziecko, jak w relacjach z nim jesteśmy zagubieni, rodzic zwykle czy nie pragnienie jego – szczęścia? ochrony? Matka Huberta wyrzucając mu informację o wiedzy na temat jego homoseksualizmu ma pretensje nie o to, że ten zakochał się w mężczyźnie. Raczej, że dowiedziała się tego od osoby trzeciej, przypadkiem, mimowolnie. Że ten nie zdołał jej zaufać, by poinformować o rzeczy szalenie przecież ważnej. Niezależnie jak długo zajęłoby oswojenie jej się z tą wiedzą.
Więc – pozostaje zaakceptować ich, bezwarunkowo? I sami traktować będą nas tak samo? Z mniej czy bardziej intrygującym bagażem życiowym?
Kiedy w wieku nastoletnim odkrywasz, że bliski tobie rodzic nagle staje się postacią od ciebie odmienną. Kiedy zaczynasz dostrzegać w nim defekty, nawet jeżeli są one w końcu – już z dłuższej perspektywy czasu – przesadzone, nieistotne wręcz. Partnerów, przyjaciół, znajomych możesz dobierać, zmieniać wedle własnego klucza, adekwatnie do czasu, możliwości i potrzeb. A rodziców masz na całe życie – i ciągle uczysz się z nimi koegzystować, i to w coraz innej sytuacji.
Hubert w Zabiłem swoją matkę wspomina, że każdy w pewnym momencie chce popełnić na niej tytułowe zabójstwo. Czasami trwa to tylko chwilę, czasami rok... Narusza przy tym tabu. Czy masz prawo nienawidzić osobę, która dała ci życie i dla której stanowisz często cel egzystencji? Czy posiadanie dziecka nie jest po prostu egoizmem? Czy w relacji rodzic-dziecko chodzi wyłącznie o zrozumienie, wzajemne zrozumienie? Rodzice! Ich przyzwyczajeń i cech charakteru już radykalnie nie zmienimy. Nieswojo też czujemy się, kiedy po okresie buntu coraz bardziej dostrzegasz w sobie ich cząstki – w gestach, zachowaniach, może poczuciu humoru?
Wspomniany film to też opowieść, jak sama matka przeżywa postępującą zmianę wkraczającego w dorosłość dziecka. Widzimy reakcję na bunt, na jego życiowe decyzje. A scena, w której główny bohater w chwili poirytowania wykrzykuje matce: co by było, gdybym teraz umarł? Matka kończy cichym: umarłabym jutro... Bezwarunkowa miłości! Kiedy widząc jak bardzo nieznośne jest dziecko, jak w relacjach z nim jesteśmy zagubieni, rodzic zwykle czy nie pragnienie jego – szczęścia? ochrony? Matka Huberta wyrzucając mu informację o wiedzy na temat jego homoseksualizmu ma pretensje nie o to, że ten zakochał się w mężczyźnie. Raczej, że dowiedziała się tego od osoby trzeciej, przypadkiem, mimowolnie. Że ten nie zdołał jej zaufać, by poinformować o rzeczy szalenie przecież ważnej. Niezależnie jak długo zajęłoby oswojenie jej się z tą wiedzą.
Więc – pozostaje zaakceptować ich, bezwarunkowo? I sami traktować będą nas tak samo? Z mniej czy bardziej intrygującym bagażem życiowym?
– Nie wiem, który burdel mnie bardziej przeraża: ten w moim pokoju czy ten w mojej głowie.
– Brak burdelu w pokoju przyczynia się do złudzenia (może nie tylko złudzenia?), że w głowie też brak burdelu, wszak skoro pranie zrobione, kurze starte, papiery posegregowane, śmieci wyniesione, płyty poukładane alfabetycznie, koszulki poukładane od najjaśniejszej do najciemniejszej, okno błyszczy a kubki pozbierane, z fusa wyzbyte i już suche – jedno to oznacza: w moim życiu nie może być burdelu, skoro mam taki fantastyczny ład w pokoju! Pozbywanie się burdelu w pokoju pozwoli ci też zapomnieć o burdelu w życiu. O ile taki rzeczywiście występuje, nie będąc tylko para-burdelem, czyli efektem burdelowego dnia. Dochodzimy więc do konstatacji: sprzątanie pokoju dobre na wszystko, sprzątanie pokoju posprząta twoje życie!
– Piotrze, brzmisz jak większość polskich matek...
– MATEK?!