niedziela

O zmierzchu (II)

Połowa lat dziewięćdziesiątych, koniec maja. Na zewnątrz zielono, słonecznie. Popołudnie. Rodzice niedawno kupili aparat fotograficzny, zapełnialiśmy kliszę. Ulubione zdjęcie Dziadka wciśnięte między tymi z przedszkola i tym ze spaceru po pustej wtedy ulicy. Dziadek siedzi na werandzie, niedługo skończy siedemdziesiąt lat. Spogląda się w obiektyw, wygląda dumnie, uśmiecha się. Może nie skarży nawet na zdrowie.
Ulubione zdjęcie leży teraz powiększone w tej samej werandzie. Że Edek jak żywy.
Za życia raczej nieobecny. Krążył po domu, po podwórku, mówił oszczędnie, raczej cicho. Głuchnął z miesiąca na miesiąc. Może nawet nie chodziło o demencję. Prędzej pewnie, bo Babcia mówiła do niego zbyt głośno. Prędzej od telewizora, którym starał się ją zagłuszać. „Babo, ja się teraz tylko jego boję” – tu wskazywał palcem wskazującym ku górze – „co ty mi możesz teraz zrobić...”. Nigdy w rozmowie nie udało nam się wyjść poza to, co powierzchowne. Nie sądzę, byśmy potrafili.


Dwadzieścia lat później, koniec maja. Dziadek siedzi na tej samej werandzie, Babcia wyszła na parę godzin. Chwilę rozmawialiśmy – zmęczony, bezradny, z opuchniętymi nogami, próbujący ostatni siłami stawiać opór temu, co nieuchronne. „Przecież nie umrę” – powiedział. Nie myślał o... Do końca kupował nowe ubrania, część jeszcze nierozpakowana, część już rozdana. W barku mnóstwo butelek alkoholu, których nie zdążył wypić, zapas gorzkiej czekolady – jedna tabliczka niedawno rozpoczęta.
Kilka dni później Babcia przychodzi do mnie z płaczem. Edek je papier, Edek przykłada sobie wtyczkę od telewizora do ucha. Starszy pan wariuje. Edek w szpitalu.
Trzy dni przed... Dziadek siedzi na szpitalnym łóżku, Dziadek wygląda źle, Dziadkowi trzęsą się ręce, Dziadkowi spuchła ręka, Dziadek z problemem pije wodę. Chce oranżady. Schodzę na dół, kupuję dużą butelkę, nalewam do szklanki, próbuje przez słomkę. Prawie nie słyszy, prawie nie widzi, prawie nie je. Chce chodzić, choćby do toalety
pielęgniarki zmuszają go do pieluch, leżenia pod kroplówką. Jest upokorzony. Jest agresywny. Nie ma kontroli nad sobą. Od kilku dni prawie nie spał. Chce do domu.
Na pożegnanie mówię, że niedługo dziadek wróci, we własnym łóżku mu się poprawi, ściskam dłoń. Patrzy się na mnie, ale nie jestem do końca przekonany czy mnie w ogóle widzi. Patrzę się w oczy, ale wzrok jest pusty. Uderza mnie ta pustota. Obaj wiemy, że nie wróci. Ale tak się mówi, tak się mówi... Wychodzę z kuzynami, macha na pożegnanie, odmachujemy.

Żył osiemdziesiąt sześć lat.
I było dokładnie tak, jak sobie wyobrażałem. Dostałem telefon, że Dziadek już nie... Kto potrzebuje, niech płacze. Przez parę dni ciągłe odwiedziny w domu. Siostra Babci nocuje razem z nią. Podtrzymywanie na duchu. Dziadek miał długie, udane życie. Grób pogłębiony. Z cegieł.
Z pradziadków zostało trochę kości, okucia. Grabarz wspomina, że solidna robota, dziś takich nie robią. Ciało w kostnicy, garnitur odkurzony, koszula uprasowana, pastuję buty. Do trumny. Prozaiczność.
Babcia trzymała się zadziwiająco dobrze. Z cierpliwością opiekowała się jego chorymi nogami, starała mu się dogodzić. Służąca... Żartowała w szpitalu, że musi wrócić do domu, będą się w końcu mogli pokłócić. Witała go uradowana, pocałunkiem w usta. Nic nadzwyczajnego, ale w ostatnich latach nie pamiętam, by kiedykolwiek byli wobec siebie czuli. Sześćdziesiąt lat razem. W dusznej sali pożegnań całuje go po raz ostatni. Zamykają trumnę.
Nie widziałem nigdy wcześniej zmarłego. Wyglądał tak jak ostatnio, źle. Zapamiętuję głównie zapadnięte usta, livores mortis, rozkład. Modlą się o wieczny odpoczynek. Różaniec. Uczestniczę biernie w tym przedstawieniu. Dziadek w upiornych okolicznościach przyśni się jeszcze kilka razy.

Listonoszka ze smutkiem odnotuje, że emerytura już tylko jedna. A Babci tych kłótni brakuje.
Telewizor gra ciszej. Przyzwyczaja się do słuchania radia. Zostają jeszcze książki, telefony, wizyty dzieci, wnuków. Ja na pierwszym piętrze. Poza tym, samotność. I świadomość, że...
Chwali czytnik elektroniczny, ustawiam jej duże litery, może czytać bez okularów. Dałem jej dziennik z choroby starego Stuhra. Lektura krzepiąca, Stuhr jest znowu zdrowy. Kupiła nową pralkę, nową lodówkę, chce przemalować mieszkanie. Edek nie lubił, kiedy ktoś obcy krążył po domu.
Babcia też odchodzi.